Lilypie Kids birthday PicLilypie Kids birthday Ticker Lilypie Kids birthday PicLilypie Kids birthday Ticker
niedziela, 24 kwietnia 2011

Są w moim życiu chwile, których nigdy nie zapomnę, które chcę zapamiętać na długo, które chcę powtórzyć, cieszyć się nimi. Ot, takie banały piszę, pewnie każdy ma takie chwile.
Przed chwilą przyszło mi do głowy, że to właśnie to, i że muszę o tym napisać.

Te chwile to Maja usypiająca na moich kolanach.
Mamy taki rytuał, który ostatnio często się powtarza. Maja przyciąga za sobą z pokoju swoją kołderkę i kotka. Ja siedzę w fotelu, nogi trzymam na pufie, a ona układa się na mnie. Obie przykrywamy się jej kołderką. Po paru(nastu) minutach Maja przekręca się na bok, zwija w kłębuszek, i tak usypia. Opatulona kołderką, ze swoim ukochanym kotkiem. Czuję to cieplutkie ciałko. Wtulam się w Nią, wącham Jej włosy, całuje malutki policzek.
Nie mam siły odmówić Jej tego moszczenia się, usypiania na mnie. Wręcz sama wołam Maję na te przytulanki - usypianki :)

Te chwile to Asia, kóra przychodzi do mnie wtulić się, gdy ogląda film i się wzruszy. Łzy się leją, smutne historie zawsze zmoczą Jej oczka, a ja te oczka wtedy wycieram. Głaszczę po główce, tulę mocno żeby ukoić ten Jej wielki żal, czasem aż szloch.  Wtulona we mnie ogląda dalej film, a ja czuję jak Jej serducho powoli uspokaja się. Moja wrażliwa córeczka...

 

21:44, kropek77 , KROPEK
Link Komentarze (2) »
środa, 12 stycznia 2011

zewsząd mnie atakuje.
morze w tvp, morze w tvn i w innych takich też.
morze na zdjęciach.

a ja chcęęęęęęęęęęęęęęę...
nad morze.

lata mi trzeba, no chociaż wiosny.

niechże już ta zima minie bo się wykończę.
i niechże już będzie wiadomo, czy urlop będze wtedy kiedy chcę, bo nie mogę przestać o tym myśleć.
(przecież urlop w połowie lipca to strategiczna kwestia dla mego być albo nie być ;) )
a tu jeszcze człowiek musi poczekać zanim z ustalaniem letniego urlopu zacznie się wychylać w nowej pracy, pfff.

jak ja to czekanie przetrwam...

piątek, 24 grudnia 2010
  • że Szanowny robi obłędny pasztet?
    właśnie się to cudo piecze (tak tak, jest 2ga w nocy, właściwie to już 24 grudnia :D ), mmmm jakie zapachy.
  • i jak łazienkę sprzątnął, i lamperie (tak się to zwie?) pomalował.
  •  i zabawki z dziewczynkami posprzątał, błysk normalnie ! A sporo tego jest, chwała mu chwała ;)
  • aaaa i jeszcze jak wróciłam z pracy to obiadek cieplutki mnie powitał...

nieeee, powyższy artykuł:

  1. nie jest sponsorowany przez Szanownego :D
  2. nie jest i nie będzie czytany przez Szanownego (niniejszym oddalony zostaje zarzut jakoby ten wpis był tendencyjny i miał na celu uzyskanie korzyści majątkowych),

A ja jestem trzeźwiutka jak śfinka. No jedynie zmęczona ciutkę po: pracy, długich zakupach w Oszołomie, po obieraniu całej sterty warzyw do różnych zadań kulinarnych, po zrobieniu śledzia, po dokonaniu zabiegów sanitarno-czystościowych na dzieciach, po zmieleniu ścierwa na ten pasztet (mmmmm zaraz zemdleję od tego zapachu bossskiego), po zmyciu pięciu ton brudnych naczyń, i po zapakowaniu nieprzyzwoitej ilości prezentów dla 4 dzieci poniżej lat 7 od 1 babci, 2 dziadków, 1 padziadka i 2 NAS :) To ostatnie było szczególnie wyczerpujące. Dobranoc zatem, zieeeew...

poniedziałek, 20 grudnia 2010

4. grudnia Asia bała udział w Mikołajkowych Zawodach Pływackich dla Przedszkolaków.
Były oddzielnie starty dla 4-, 5- i 6-latków, podział na chłopców i dziewczynki. Dzieciaki pływały w pasach lub z "makaronami". Wszystko prowadzone było na zasadzie spotkania z Mikołajem, prezenty dla wszystkich ale oczywiście ciężko przeżyć porażkę. Było 10 6-latek. Asia zajęła 6te miejsce, Lila -Asi koleżanka z przedszkolnej grupy - 7me. Obie płakały :)
Asia - bo dostała puzzle a chciała okulary do pływania.
Lila - prawdziwy dramat i ogromne łyz - bo dostała okulary do pływania a jedne już ma i wolałaby puzzle. Tata Lili zaproponował wymianę, ale Lila nie chciała (i dalej plakała ;) ).
No cóż, nie zawsze się wygrywa. Asia szybko skwitowała, że musi ćwiczyć żeby za rok popłynąć szybciej. Zuch dziewuszka :)
 

zebrało się tego, błachostki niektóre ale tworzą humor szaro-bury :/

  • zaczęło się od ostatniego dnia w starej pracy.
    Wszystko kolejne tylko łopatką kop kop dołeczek pogłębiało...
    W mojej pamięci na długo pozostanie Pan Piotr i przytulaniec na pożegnanie. Miałam łzy w oczach, najprawdziwsze. Głos gdzieś się zapodział. Spodziewałam się jak zwykle ironii, lekkiej złośliwości pomieszanej z sympatią. Jak zaczął "pani zapamięta..." byłam pewna, że będzie znów wyciągał niefortunny początek naszej współpracy (wiele razy wypominał mi te kilka dni w innej firmie i "powrót"). Tymczasem usłyszałam, że z jego doświadczenia zmiana pracy zazwyczaj wychodziła na lepsze, i że tego mam się trzymać. Tylko pomalowane rzęsy powstrzymały mnie przed całkowitym rozklejeniem. Mimo, że milion razy mnie wkurzył, jarał jak smok, olewał to i owo to DOBRY Z NIEGO CZŁOWIEK.
    Potem raz jeszcze przyszedł do mnie do pokoju pożegnać się. Nie spodziewałam się, że sam z siebie mnie przytuli.
  • O pożegnaniu z Najwyższymi - szefową  i jej bratem - nie chce mi się pisać. Było też dołujące, ale inaczej. Taka rozmowa powinna się odbyć najpóźniej w dniu złożenia wypowiedzenia.
    Mimo wszystko, cholernie przykro mi było odchodzić z tej firmy.
  • drugiego dnia pracy spóźniłam się prawie 20 minut !
    Boszzz, co za wstyd ! Weszłam razem z Prezesem, który jak się potem dowiedziałam w temacie punktualności jest bardzo wrażliwy. Taaaak, nie ma to jak dobre wejście... Dobrze przynajmniej, że od razu tego dnia dłużej pracowałam, aczkolwiek tego jak wiadomo się już nie zauważa...

  • w piątek Reni kluczyk zaczął żyć własnym życiem.
    Zrobił to oczywiście w najmniej odpowiednim momencie (a może być odpowiedni?). Szanowny odpalił mi rano autko i zaczął odśnieżać. Tymczasem w trakcie peelingu antyśnieżnego kluczyk sam postanowił zadecydować o zamknięciu auta. Oczywiście kluczyk został wewnątrz. Oczywiście drugiego kluczyka z pilotem nie ma bo się był zgubił 1.11.2009 przy okazji innej usterki ;) Szanowny wkurzony nieziemsko. Dawno nie widziałam go tak wściekłego. Ja zdenerwowana wizją kolejnego spóźnienia, on klnący jak szewc, Maja nieśmiało pytająca czy aby na pewno zdążymy na Jasełka (o 15.30 ;) )... Koniec końców Renia została pozbawiona tylnej lewej szybki nad zderzakiem. Pan Zbyszek z naszej Autokliniki stwierdził "trzeba było dzwonić, obyło by się bez wybijania". Trochę mu mina zrzedła jak wspomniałam, że to była 6.30 rano ;) "Chwilę" musimy się rozkoszować pięknie zaklejoną dziurą, bo szybka się do nas "przesyła" i pewnie wstawimy już po świętach (a może tuż przed?).
  • Babcia J. niestety nie miała czasu zobaczyć Mai jasełkowego występu. Miała ważniejsze sprzątanie na głowie i kosmiczną odległość 500m do przedszkola. O poniedziałkowy występ Asi już nawet nie pytałam, wystarczyła nieprzyjemna wymiana zdań nt. pierwszych Jasełek. Dodam, że Babcia do tej pory nie była na Jasełkach - usprawiedliwona, pracująca, zajęta. Odkąd od 1.11.br. jest emerytką nie mam dla niej usprawiedliwienia i nie czuję się zołzą oceniającą innych - ale żal mi okropnie. Szczególnie patrząc na przedstawieniu na powtarzające się od kilku(nastu) imprez przedszkolnych twarze dziadków. Dziadek T. miał za to być, ale w myśl zasady "nie chwal dnia przed zachodem słońca" nie dotarł - usprawiedliwiony bólem po wyrwaniu zęba. I w sumie nie mam do niego żalu, wystarczy że nadrabia chęciami do odbierania dziewczynek z przedszkola - w zeszłym tygodniu 3 razy, jutro też zaplanowane. Wiem, że się szybko jego zapał wypala, ale pomaga nam w ten sposób bardzo. I jaka ulga psychiczna gdy nie słyszę "no skoro MUSISZ to je przywieź / to je odbiorę". 
    Ja za to do Mai się spóźniłam... Taaa przyganiał kocioł garnkowi :/ Wprawdzie tylko 3 minutki, ale:
    Asi obiecałam, że ją odbiorę przed Mai występem aby mogła go też obejrzeć. Nie odebrałam żeby nie przeciskać się do ostatniej sali (spóźniona, tłok itd.). I co się okazało? Asia nie była w ostatniej sali, tylko w pierwszej, więc spokojnie ją mogłam odebrać. Panie napisały przecież kartkę na drzwiach, ale od kiedy to spóźnione matki czytają kartki?
    Jak już wpadłam spóźniona to zanim wyciągnęłam aparat Maja już powiedziała swoją kwestię. Widziałam, ale nie uwieczniłam... Uchhh, jak smutki czyhają wokół to jest to znakomity powód do doła. Cały wieczór mi te Jasełka siedziały w głowie.
  • o imieninach Szanownego zapomniałam !
    Ja, która chwali się wszem i wobec, że daty ważne rodzinnie pamięta ! Zadzwoniła do Szanownego jego osobista teściowa, na mój numer bo Szanowny swój telefon trzyma byle gdzie i nie słyszy. No więc zadzwoniła z pytaniem, czemu tenże nie odbiera a ona życzenia imieninowe chciała złożyć. A mi wtedy błyskawica przez musk przeszła "o żesz...." . Ale wpadka... Ależ mi było głupio... A najlepsze że 2 godziny wcześniej pojechałam do EMpiku prezent gwiazdkowy dla Szanownego odebrać, cały tydzień myślałam żeby nie przegapić, nie zapomnieć, ale o imieninach zabyłam.

A teraz Święta bliziutko.
Zakopuję smutki, śpiewam z dziewczynkami kolędy, myślę w który wieczór zapakować prezenty...
I czekam na Nowy Rok, bo jak każdy człowiek wierzę, że musi być on lepszy niż poprzedni.

środa, 08 grudnia 2010

że co pisałam?
że Renia och ach jeździ?

edit: nie jeździ.

po dobie i 2 godzinach od odebrania z warsztatu wzięła i zdechła. Na amen, zostając pod sklepem. Wróć, najpierw stając na wyjeździe spod sklepu, aż 4 panów ją wpychało spowrotem na parking coby wyjazdu nie tarasować. I potem innych 4 panów poprawiało, bo ci pierwsi spartaczyli robotę robiąc tylko miejsce na przejazd a nie ustawiając Reni w odpowiednim miejscu na noc. Swoją drogą przez moment wesoło było "szefowo, szefowa kręci kierownicą"
A potem mamusia z tobołkami i dwójką zmęczonych dzieci dryb dryb nóżka za nóżką w boskiej breji śnieżnej dotarła do domu.

Jestem zmęczona...

Lekkie kaszle nas dopadły, tym razem łącznie z Asią.
Mai i mi katary też nosów nie szczędzą. 
I niech mi nikt nie pisze, że teraz mrozy zarazę wszelką wytępią. Nie sprawdza się ta bajka. Zawsze jakieś ciulstwo się zdarzy. Już nawet nie możemy zwalić na przegrzewanie w domu bo właściciel naszego domostwa w tym roku nam piękne 19 C serwuje, a ja w takiej temperaturze popadam w hibernację już. Dziewczynki nie, ale tylko dlatego że odziewają się w ciepłe szlafroki, zmarźluchy po mamusi, szczególnie mniejsza. Jednak te 21-23 C to było optimum, czułam się dopieszczona ciepełkowo.

Choróbsko też i Renię dopadło. Bida zamęczy nas tym ciągłym chorowaniem... Swoją drogą szkoda, że konkretnej szczepionki na te jej przypadłosci nie ma ;) Operację mózgu przeszła pomyślnie a teraz czekamy na serce od dawcy. Tylko NFZ aut nie obejmuje a nasza kieszeń płacze, oj płacze...
Dziś jechałam Renią pierwszy raz po 1,5tygodniowej przerwie i łaaaaał :) Jak wysoko, jak wygodnie, jak dobrze widać, jak cieplutko, jak dobrze słychać radyjko, jak och i ach ;) nie uwłaczając Lanosikowi, który dzielnie się spisuje i przynajmniej nie choruje, ale to jednak plebsik ;) a Renia wprowadza mnie na wyższe doznania motoryzacyjne ;)
Sentymenty powoli trzeba schować w kieszeń i czas zaśpiewać "znów się zepsułeś, już wiem co zrobię - zamienię Cię na nowszy model"...

środa, 01 grudnia 2010

W czwartek po spotkanie ws. pracy pojechałam do profesora.
Przyjął mnie bez problemu. Jaki to przemiły człowiek !
Nie dość, że wepchałam mu się do pokoju lekarskiego, nie dość, że wepchałam się nie w tych godzinach co kazał przyjść (miał całodobowy dyżur ale kazał przyjsc po 16 bo wtedy pewniejsza godzina że nie bedzie akurat miał operacji), to jeszcze wymęczyłam Go pytaniami, a On proszę bardzo, proszę siadać, wyniki nasze (jak i innych podobnych delikwentów) miał pod ręką i znalazł w ciągu minuty, wytłumaczył co i jak. W ogóle nie przedstawiał sytuacji w sposób, jaki robi to pani nefrolog. Nie ma rzadnej tragedii, nerki funkcjonują dobrze, pozbędziemy się refluksu i będzie dobrze, pod kontrolą, ostrożnie, ale bez dramatu. Btw, październikową scyntygrafię wg profesora opisywał najlepszy radiolog w kraju.

W grudniu mam przyjechać bez zapisywania się na wizytę to profesor wystawi wszystkie skierowania i poda dokładny termin - w styczniu endoskopowo poprzez ostrzykiwanie pozbywamy się refluksu układu moczowego.
 
Jest pewien szkopuł - profesor przyjmuje we wtorki, ale nie ma Go 7.12. kiedy to ja mam wolne, mam przyjechać 14.12 lub 21.12. Wtedy będę świeżo w nowej pracy, będę musiała się zwolnić na jakieś 1,5-2h żeby wyskoczyć do szpitala do profesora. Dobrze chociaż, że to stosunkowo blisko. Ech nie lubię takich sytuacji, ale nie widzę też nikogo innego załatwiającego ten temat. W styczniu z kolei czeka Asię i mnie 2 dni pobytu w szpitalu. Będę pojutrze w "nowej" to od razu muszę o tym porozmawiać... Lepiej wcześniej.

W czwartek pół nocy śniły mi się wypowiedzena, nowe obowiązki, a do tego godzinę wył jakiś alarm po drugiej stronie ulicy i między 3 a 4 rano nie spałam. Wstałam jako ZOMBIE.
Ranek rozpoczęłam oczywiście z bólem żołądka. Przekazanie informacji o wypowiedzeniu to też stres, mimo ogromnej ulgi, że wreszcie uwalniam sie z tego zaklętego kręgu...

Dyrektor się tylko uśmiechnął, powiedział żebym dokończyła aktualne tematy. Jak najbardziej, chcę normalnie zakończyć współpracę.
Szefowa... skwitowała, że z pewnością nie byłam w takim razie dzień wcześniej u lekarza w temacie Asi nerek. O nie proszę Pani, zdrowiem dziecka nie szafuję !
Nie pytali dlaczego. O ile szefowa dumna jak paw o takie rzeczy nie pyta, o tyle dyrektor pewnie sam sobie dał odpowiedź, skoro kilkukrotnie próbowałam delikatnie rozmawiać o potrzebie  poprawy (części) sytuacji, a raz widział mnie nawet totalnie wyprowadzoną z rónowagi po jakiejś akcji z szafową.

Mogło być gorzej.

Zawsze też mogło być lepiej.
Szkoda, że nie będę już pracowała z kilkoma naprawdę fajnymi osobami. Szkoda mi p.Piotra, który mimo całej swej wredności na początku potem okazał się wspaniałym człowiekiem, pomógł mi m.in. szybko załatwić badania dla Asia po wyjściu ze szpitala, ostatnio kilka razy rozmawialiśmy o mojej sytuacji, rozbiciu miedzy dwojgiem szefów, nigdy nie odmówił pomocy w rozwiązaniu jakiegoś zagadnienia, ode mnie też nie słyszał odmowy. Szkdoa mi jego żony, p.Danusi która jest w podobnej sytuacji jak ja i mimo całej swej wieloletniej lojalności zaczęła mówić co ją gryzie w aktualnej współpracy.
Szkoda mi mojej Ewci ukochanej zrzędy maćkowej ;) która stała się moją drugą (tuż po Tobie Aneczko :*) psiapsiółką-powierniczką, z którą razem jeździłyśmy do pracy i wylewałyśmy żale wszelakie służbowo-prywatne więdząc, że nikt tak nie rozumie tych spraw jak ta druga. No i nikt tak nie zrzędzi w zamian akceptując moje złośliwości ;)
Małgosia, młoda mama Bartoszka, z którą po przejściu do tej firmy na początku siedziałam w jednym pokoiku. Dobrze, że spotykamy się też poza pracą.
Mogłabym jeszcze z kilka osób wymienić... Człowiek się przyzwyczaja, spędza w pracy dużą część swego życia. Ech tego aspektu zmian nie lubię.

Ale czas mi w drogę.
Wierzę, że zmiana wyjdzie mi tylko na lepsze, że znów będe mogła powiedzieć, że zdobywam kolejne doświadczenie.
Będzie dobrze, nie ma innej opcji, nieprawdaż? :)

wtorek, 30 listopada 2010

dziś przyjeżdża do mnie fryzjerka.
wracam do blond pasemek, troche mi też zabierze odrośniętych piórek.
mogłaby jeszcze zabrać ode mnie katar i ból gardła, o kilku kilogramach nie wspominając i znów będę babą z niesamowicie dobrym samopoczuciem

ech...   

niedziela, 28 listopada 2010

W międzyczasie odbyły się 2 zajęcia, plener, i jeszcze 1 zajęcia.
Przede mną ostatnie zajęcia 2 grudnia.

Na plenerze nie byłam...
Rano padał deszcz i stwiedziłam, że nie ma sensu ciągnąć dziewczynek (Szanowny w pracy), zwłaszcza Mai znów zaczynającej kaszel...
Pani Dorota złoty człowiek - poświęci nam czas na jeszcze 1 plener, bo dużo osób nie było - wystraszyło się pogody. Sama zaproponowała jeszcze jeden wyjazd :) 12 grudnia.

Szybko zleciało. Za szybko.
Wspaniale się bawiłam, spędzając 1 wieczór w tygodniu na rozmawianiu o swoim hobby. Sporo się nauczyłam, także w praktyce ;)
Teraz czeka nas jeszcze wystawa - w styczniu :)
Będą zaproszenia, będą goście, nawet poczęstunek będzie i ważni ludzie z miasta ;)

Trzeba wypatrywać kolejnego kursu ;) a nóż widelec ;)

22:17, kropek77 , KROPEK
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 listopada 2010

1. W ubiegłym tygodniu we środę lub czwartek wysłałam CV i LM.

2. Słałam od niechcenia, bo ogłoszenie jakieś niepozorne się wydawało.

3. We wtorek zadzwonili - "zapraszamy we czwartek na 9.15".

4. We środę o 9.14 zadzwonili z pytaniem, czy aby na pewno będę (3 umówione osoby nawaliły).

5. W czwartek rano jak potwierdziłam tak się stawiłam ;)

6. W czwartek o 17.50 zadzwonił Prezes z inormacją, że w skrzynce mailowej mam ofertę pracy.

7. Przeczytałam dwustronicowy załącznik do maila.

8. Bardzo długie 20 minut udawałam (sama przed sobą i nie tylko), że się zastanawiam.

9. Oddzwoniłam. Potwierdziłam.

10. Dziś rano zwrotnie odesłałam podpisaną ofertę.

11. O 12 złożyłam "na księgę" wypowiedzenie.

12. Między 12.20 a 13.20 poinformowałam bezpośredniego przełożonego i właścicielkę firmy o powyższym.

13. Hurrrrrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaa ! 13. grudnia zaczynam nową pracę !

piątek, 19 listopada 2010

Wczoraj byłam z Asią na kontroli u nefrologa.

Lekarka kieruje nas na usunięcie refluksu mocz.

Rozmawiałyśmy. Oglądała zebrane przez kilka ostatnich miesięcy wyniki badań. Generalnie na 10 dzieci z refluksem 7 z tego "wyrasta" (tak było np. u bratanka Szanownego)
ALE
Asia ma dodatkowo zdwojenie układu moczowego po lewej stronie oraz kolejne "dodatkowo" - nerki po przebytym zakażeniu nie są w idealnym stanie. U  takich dzieci tylko 2 z 10 wychodzi z refluksu.
Refluks to kolejne zagrożenie zakażeniem, a wtedy te obszary nerek które już teraz źle funkcjonują (gorzej wydalają, filtrują) mogą przejść w marskość (włóknienie = martwica). A wtedy to nawet dializy welcome to...
Żeby uniknąć ryzyka pojawiania się zakażeń spowodowanych refluksem lepiej się refluksu pozbyć, i za tym jest nasza nefrolog (nasza napisane troche na wyrost, byłyśmy u niej 2gi raz, pierwszy raz w czerwcu kiedy nie była zbyt miła).
Poza tym ona widzi pogorszenie - scyntygrafia w XII 2008 pokazała że nerka prawa działa prawidłowo (to lewa jest zdwojona + układ zdwojony, i tam najbardziej widać efekt zakażenia w X 2008), natomiast scyntygrafia z X 2010 w opisie pokazuje że w prawej też nie jest idealne działanie, no więc niby pogorszenie tylko skąd?

Refluks można usuwać ponoć również endoskopowo.
Nefrolog kazała się skonsultować z profesorem (chirurg urolog) i on ma zadecydować jaką metodą się refluksu pozbędziemy. W przyszły czwartek pojadę do prof. porozmawiać... 


A wracając jeszcze do pani nefrolog - pytałam ją o sprzeczne informacje odnośnie brania non stop Furaginu, odnośnie całości. Wg niej przy złożeniu kilku spraw u Asi KONIECZNIE musi brać Furagin na stałe, żeby nie dopuscić do ryzyka zakażenia. Jedno zakażenie i naruszone już obszary całkiem wyłączą się z użytku (pisałam już wyżej), a tak to Asia ma jeszcze szanse poprawić stan nerek przez to że cały czas rośnie.

Lekarka w przychodni przyszpitalnej (tam gdzie Asia leżała 2 lata temu, byłyśmy tylko raz bo zlikwidowali poradnię nefro potem) w ogóle nie mówiła o zabiegu, operacji. W CZD na Nefrologii lekarka kazała zachować higienę, nauczyć sie z tym życ (mało soli bo uszkodzone nerki to ryzyko nadciśnieniea później), dużo pić, często siusiać i do widzenia pani, my tu mamy poważniejsze przypadki, zero tematu usuwania refluksu.
Dlatego po pierwsze za tydzień konsultacja z profesorem, po drugie jeszcze 1 konsultacja. I w sumie nie wiem czy najbardziej stresuje mnie wizja operacji/zabiegu. Najgorsze jest, że tu chodzi o NERKI. O ich stan, o dalsze zdrowie mojego dziecka. Boję się czegoś przegapić, boję się zdać na jednego lekarza (jakbym trzymała się opinii pierwszej pani dr - z CZD - to bym nawet na kontrolę nie poszła, tylko "nauczyła się z tym żyć). Chciałabym, żeby ten temat nie wisiał nad Asią jak chmura gradowa do końca życia...
  

środa, 17 listopada 2010

"Dzień Dobry.
Dzwonię, żeby Pani przekazać, że wybraliśmy innego kandydata."

wtorek, 16 listopada 2010

Nie dzwonili.
Nadal więc trzymamy kciuki, ściskamy ile sił ;)
Dzwonić mają niezależnie od rodzaju odpowiedzi.
Więc niech już dzwonią, bo żołądek boli nieustannie od niedzieli wieczorem - i nie od czekania tylko od reszty "pracowej".
Chciałabym już odetchnąć i wiedzieć na czym stoję...

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45